Czy podkuwacz jest odpowiedzialny za podawanie nóg przez konia?

Takie oto pytanie zrodziło się w mojej głowie jakiś czas temu i wraca do mnie w związku z tym postanowiłem o tym napisać.

Podkuwacze często skarżą się na konie , które nie chcą grzecznie stać podczas werkowania czy podkuwania, nie podają nóg, kopią. Kto więc jest odpowiedzialny za to aby nauczyć konia właściwego zachowania podczas wizyty podkuwacza?

Moim zdaniem 4 grupy ludzi:

1) Hodowca – bezsprzecznie. Osoby zajmujące się hodowlą koni są pierwszymi ( a właściwie powinny być), którzy są odpowiedzialni za zachowanie źrebaków. To do nich bowiem należy wdrożenie zasad dobrego wychowania każdemu młodemu koniowi, który się u nich urodzi. Jeśli nie bezpośrednio hodowca to powinna być to osoba, przez hodowcę wyznaczona jak np. pracownik. Kontakt źrebaka z człowiekiem zaraz po urodzeniu jest niezbędny do uzyskania stabilnego i bezpiecznego konia. Mam na myśli oczywiście odpowiedzialny kontakt, a nie traktowanie źrebaka jako dużej, pluszowej, słodkiej maskotki. Źrebaki są z reguły bardzo ciekawskie i jeśli codziennie zainwestujemy ( tak jest to inwestycja)  kilkanaście lub jeśli jest potrzeba kilkadziesiąt minut, to w przeciągu kilku dni nasz maluch bez problemu nie tylko pozwoli na dotykanie nóg, ale także nie będzie miał problemu z ich podawaniem. Warunkiem jest zrozumienie dwóch rzeczy:- równowaga źrebaka – początkowo nóżkę podnosimy nisko i pod kłodę, a dopiero później  stopniowo wyciągamy ją do tyłu-  nogi dla konia są bezcenne ponieważ jest to ich podstawowy „element” obrony – także nie zrażajmy się jeśli początkowo maluch troszkę będzie się wiercił. Pomocna oczywiście może być klacz matka, której najpierw wyczyścimy kopyta w obecności malucha tak żeby widział. One uczą się w dużej mierze poprzez obserwowanie zachowania matki w wielu sytuacjach.

2) Trener/jeździec.   Każda osoba, do której koń trafi jest odpowiedzialna za jakość podawania nóg przez konia. Systematyczność brania nóg, czyszczenie przed i po jeździe,  czy czyszczenie przed zawodami jak i po zawodach( po przejazdach). Jest to także uczenie konia zaufania do jeźdźca jak i sprawdzian jakości relacji pomiędzy jeźdźcem a koniem.  Koń bowiem w pierwszej kolejności powinien zwracać uwagę na człowieka.

3) Podkuwacz. Tak podkuwacz także. Dlaczego? Choćby dlatego ,Że werkuje konia około 7 -8( średnio) razy w roku więc chcąc nie chcąc ma wpływ na to jak i czy koń będzie jemu podawał nogi.O tym szerzej poniżej.

4) Weterynarz. Tak wet także. Czasami jest potrzeba przeprowadzenia zabiegu na tej czy innej nodze konia i sposób w jaki weterynarz będzie do tej nogi podchodził, w jaki sposób będzie ją chciał podnieść, ma ogromny wpływ na zachowanie konia względem weta. Należy pamiętać, że jest on często przesiąknięty zapachem innych koni, ich potem, który wydzielił się podczas sytuacji stresowej. Konie czują na ubraniu weterynarza zapach „strachu” , „lęku” krwi i wiele wiele innych zapachów.

 Wrócę do podkuwaczy. Czy podkuwacz powinien posiadać umiejętność „czytania konia”?

Oczywiście, że tak. Powinna to być podstawowa umiejętność, KAŻDEJ osoby zajmującej się końmi koniec kropka wytłumaczenia nie ma!!!!

O co więc chodzi tym koniom z tymi kowalami?

1) Ubiór podkuwacza. Szeleszczący fartuch, może stresować szczególnie młode konie lub konie przelęknione na wskutek złych doświadczeń życiowych, w tym spowodowanych nieprofesjonalnym podejściem podkuwacza – inaczej rzecz biorąc  nieodpowiednim sczytaniem konia przez podkuwacza a co za tym idzie niewłaściwą jego reakcją względem konia.

2) Energia poruszania się. Jest to bardzo, bardzo ważne dla konia.Jeśli podkuwacz będzie poruszał się za szybko, zbyt dynamicznie, z wysoko podniesioną głową, może sprawić, iż koń „włączy tryb ochrony życia” , który oznacza wszystkie nóżki na ziemi i w gotowości. Proszę jednak pamiętać, że sposób poruszania należy dopasować do każdego konia indywidualnie. Najważniejsze jest jednak aby w sposobie poruszania się podkuwacza było zdecydowanie, pewność siebie ale i empatia rozumiana jako gotowość do zmiany podejścia w każdej chwili.

3) Ton głosu. Jest bardzo istotny. Odzywając się do konia w sposób jakby był kimś gorszym, kimś kto bezdyskusyjnie ma poddać się woli podkuwacza nie zda egzaminu i zawsze jest porażką. Warto aby kowale posłuchali czasami sami siebie i odpowiedzieli sobie na proste pytanie? Jak oni by się zachowali gdyby ktoś odezwał się do nich w takiej tonacji jakiej oni używają względem koni? Moim zdaniem do wyboru są dwie opcje albo olać gościa i nie chcieć mieć z nim nic do czynienia albo dać mu w pysk. Czy tak się nie dzieje? Czy konie właśnie tak się nie zachowują robiąc przy tym krzywdę sobie i ludziom.

4) Uderzenie pilnikiem w grzbiet lub zad. Działanie bardzo często stosowane. Jeśli ma na celu zdyscyplinowanie konia to takowym nie jest. Jest to zwykły przejaw agresji! do konia. Należy wspomnieć o tym, że takie działanie może doprowadzić do urazu kręgosłupa lub mięśni konia. Może to być uraz krótkotrwały( bolesność miejsca uderzenia przez kilka dni) lub długotrwały ( np. odprysk kawałka kręgosłupa). Jedno jest pewne koń takie uderzenie zapamięta i z pewnością nie zmotywuje go ono w przyszłości do bycia grzecznym podczas werkowania. Tego typu działanie może także obrócić w nicość wielomiesięczną pracę właściciela czy trenera w temacie podawania i trzymania nóg szczególnie w przypadku koni wrażliwych z niską samooceną. Jeśli natomiast doprowadzi do nieodwracalnego urazu może skończyć się na drodze sądowej.

5) Dźganie łokciem czy pilnikiem w żebra lub brzuch. To kolejna „technika” przywrócenia konia do porządku. Moim zdaniem nieskuteczna. Nawet jeśli koń nie wyrwie nogi to z pewnością nie wpływa ona na miłe skojarzenia z kowalem. Powoduje napięcie u konia i często prowadzi do wyrwania nogi, a następnie dużej niechęci do podania tej nogi ponownie. Należy pamiętać, że konie należą do zwierząt bardzo wrażliwych wywieranie presji w sytuacji kiedy koń stoi na trzech nogach jest proszeniem się o kontuzję dla siebie lub konia. Koń chcąc uciec użyje całej swojej siły aby wyrwać się z opresji.

6) Czas. Dać czasowi czas. No cóż? Tego właśnie najczęściej nie ma. Koń ma stać i koniec. I jestem w stanie zrozumieć rozgoryczenie podkuwacza jeśli sam właściciel ma problem z podnoszeniem nóg u konia, ale jeśli koń podaje nogi właścicielowi, obsłudze stajni, a jedyną osobą, dla której tego nie robi jest podkuwacz to wniosek jest prosty. On się  najzwyczajniej boi. Nie ma zaufania do podkuwacza. Może nawet nie do tej konkretnej osoby ale działania kolegi po fachu doprowadziły do takiego stanu. Pseudo ustawianie czy dyscyplinowanie konia jest totalnie bez sensu ponieważ jest to temat, który wymaga czasu i pole do popisu ma tutaj właśnie kowal. Może dobrym pomysłem byłoby zaplanowanie całego dnia lub kilku przyjazdów w krótkich odstępach czasu dla dobra swojego (podkuwacza) i konia.

7) Konie rozpoznają ludzi. O tym podkuwacze nie wiedza lub zapominają. Każde zdarzenie, które ma w  sobie ładunek emocjonalny jest kojarzone z daną rzeczą,sytuacją lub osobą. To dlatego słyszy się o koniach jednego jeźdźca. Każdy z nas ludzi pracuje na swoje własne konto i nie można przygotować konia do wizyty podkuwacza bez współpracy podkuwacza z koniem i właścicielem. Proszę zwrócić na to uwagę.  Każdy podkuwacz pracuje na swoje własne konto i niech się dziwi, że traktując konia przedmiotowo lub agresywnie sprawi, iż koń go polubi. W królestwie zwierząt konie zajmują drugie miejsce w kolejności zwierząt o najlepszej pamięci. Przed nimi są tylko słonie. Doskonale pamiętają gościa, który co 6-8 tygodni prostuje pilnik na ich grzbiecie, krzyczy na nie i traktuje przedmiotowo. Kilkukrotne nieodpowiednie podejście może doprowadzić do trwałej niechęci do rozczyszczania kopyt i nie ma znaczenia jaki to będzie kowal. Miałem sytuację kiedy klacz nie podała nóg kowalowi. Ja na jego oczach mogłem wziąć wszystkie 4 nogi. Wystarczyło, że kowal zrobił kilka kroków w stronę konia i zwierzę momentalnie stawiało nogi na ziemi i nie było mowy o tym żeby kowal zbliżył się do konia.

8) Konie rozpoznają kształty i dźwięki. Doskonale wiedzą kiedy przyjechał podkuwacz rozpoznając dźwięk jego samochodu, posturę, ton głosu.  Podobnie ma się sprawa z przybijaniem podkowiaków jeśli koń został zagwożdżony. Będzie kojarzył dźwięk przybijania podkowiaka z bólem.  Jeśli koń wpadł w skrzynkę narzędziową i przestraszył się będzie się jej bał i należy dać mu chwilę aby na nowo „zapoznał się” ze skrzynką.

9) Dudka czy konieczna a jeśli tak to kiedy? Nie jestem zwolennikiem tego narzędzia ale jest skuteczne i wiem, że czasami trzeba, ale nie zawsze. Założenie dudki na nos nigdy nie powinno być rozwiązaniem mającym na celu rozwiązanie problemu. To działanie pozostawia po sobie uraz polegający na lęku przed dotykaniem nosa i oczywiście koń zapamiętuje ból i może go skojarzyć z podkuwaczem. Jeśli faktycznie przerobiliśmy wszelkie sposoby i możliwości to oczywiście można użyć dudki ale powinna to być ostateczność. Pracując z końmi kopiącymi , nie podającymi nóg NIGDY nie użyłem dudki by nauczyć konia podawania nogi i stania podczas czyszczenia nogi. To co jest najskuteczniejsze to cierpliwość, czas i konsekwencja.

10) Skręcanie ucha lub zakładanie dudki na ucho jest znęcaniem się nad koniem i jest niedopuszczalne w obecnym cywilizowanym świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Proszę nie traktować tego tekstu jako swego rodzaju wyrzut w stronę podkuwaczy. Bardzo szanuję ich pracę ale też często spotykam konie z urazami psychicznymi po podkuwaczach powstałymi na wskutek nieprofesjonalnego podejścia.Wielu kowali wykonuje swoją pracę wspaniale z wysoką empatią i miłością do koni. Należy pamiętać, że jest to praca ciężka i kontuzyjna. Na bezpieczeństwo pracy podkuwacza w pierwszej kolejności wpływają hodowcy jak i trenerzy czy opiekunowie poszczególnych koni.Uważam również, że wykonywanie tej pracy nie jest możliwe bez znajomości psychologii koni. Podkuwacz ma bardzo duży wpływ na zachowanie konia, a jego praca i podejście mają wymierne skutki w szkoleniu i rozwoju konia w każdym wieku.Taki temat do przemyślenia dla wszystkich.

 

Pozdrawiam Jakub Ciemnoczołowski